Każdy, kto pracuje z paletami, wie, że dobra folia stretch potrafi zaoszczędzić więcej niż niejedna zmiana w cenniku. Zamiast ryzykować popękaną paletę albo reklamację od klienta, lepiej dobrać taką folię, która trzyma ładunek mocno od magazynu aż po ostatni punkt dostawy. Nie chodzi o to, żeby była gruba jak ręcznik papierowy. Chodzi o to, żeby pasowała do towaru, sposobu pakowania i ludzi, którzy ją codziennie rozwijają. Właściwa folia nie przepala budżetu na straty i ścinki, tylko działa jak cichy strażnik, bez którego cały transport łatwo rozsypać w drodze.
Na fakturze wygląda niewinnie. Parę rolek więcej, trochę tańsza partia. A potem okazuje się, że ta oszczędność znika, bo folia rwała się przy owijaniu albo nie utrzymała palety w jednym kawałku. Zamiast jednego owinięcia, robisz pięć. Czas, materiał, roboczogodziny — wszystko idzie w górę. Jeśli folia trzyma ładunek w ryzach od hali po bramę odbiorcy, nikt nie myśli o niej dwa razy. A jeśli jest źle dobrana, liczysz straty, zanim kierowca wyjedzie z rampy.
Nie każdą paletę opłaca się owijać przezroczystą folią. Czarna folia stretch przydaje się tam, gdzie lepiej zasłonić, co jest w środku, np. droższa elektronika, markowe produkty, sprzęt, który nie powinien kusić w magazynie czy na placu. Dodatkowo dobrze dobrana czarna folia chroni przed słońcem, bo nie przepuszcza promieni UV, co ma znaczenie przy dłuższym składowaniu na zewnątrz. Magazyn wygląda bardziej spójnie, nie widać każdego krzywego kartonu, a palety czekające na transport nie zdradzają, co wiozą.
— Czarna folia stretch robi za parawan i zamek jednocześnie. Maskuje, co trzeba, a jeśli jest dobrze owinięta, trudniej ją naruszyć niepostrzeżenie — mówi Daniel Konieczny, inżynier procesu produkcji w Radomax.
Nie ma jednej recepty. Ciężka paleta z puszkami zniesie sporo, ale lekkie kartony na górze mogą się przesunąć przy pierwszym zakręcie tira. Grubość folii, stopień rozciągliwości, klejenie do warstw to parametry, na które warto zwrócić uwagę. Zawsze lepiej chwilę policzyć, co jest na palecie, jak to ustawić, czym spiąć od dołu po samą górę. Zły dobór folii wychodzi dopiero wtedy, gdy towar rusza w drogę i nagle cała konstrukcja siada na zakręcie.
Najgorszy scenariusz? Ktoś kupuje najtańszą folię i cieszy się, że budżet wygląda ładnie, a później w magazynie owija każdą paletę jak mumię. Zamiast jednej warstwy idą trzy. Potem pracownik szarpie się z rozerwanym rantem i dokłada kolejną rolkę. Koszty rosną, a nikt tego nie widzi w tabelce. Do tego dochodzi brak kontroli. Każdy owija jak chce, byle szybciej. I w efekcie z każdej złotówki, którą miałeś zaoszczędzić, ucieka dwa razy więcej.
Ręczne owijanie ma sens tam, gdzie palet jest kilka. Ale jeśli w magazynie codziennie wychodzi ich kilkadziesiąt, ręka nie wyrobi. Maszyna trzyma stałe napięcie, folia rozciąga się tak, jak powinna, czyli nie za luźno i nie za mocno. Na koniec zużywasz mniej metrów, a każda paleta wygląda tak samo. Dobra folia z maszyną wychodzi taniej w skali roku niż cała armia rąk, które każdą paletę owijają „na oko”.
W Radomax rozumiemy, że dobór odpowiedniej folii stretch to podstawa do efektywnego i bezpiecznego pakowania produktów. Nasi specjaliści, podczas rozmowy sprzedażowej, dogłębnie analizują potrzeby każdego klienta.
Rozpoczynamy od szczegółowego zrozumienia specyfiki działalności, rodzaju pakowanych produktów, sposobu układania ładunków oraz całej trasy logistycznej. Polegając na tej kompleksowej analizie, jesteśmy w stanie precyzyjnie dobrać folię stretch pod kątem grubości, stopnia rozciągu i wytrzymałości, co gwarantuje optymalne zużycie materiału i stabilność ładunku na każdym etapie.
Potrzebujesz folii, która faktycznie działa w Twoim magazynie? Skontaktuj się z Radomax! Pomożemy dobrać rozwiązanie, które pasuje do Twojego towaru, trasy i budżetu.
Artykuł sponsorowany